I znowu zarwana noc, a i tak nie wszystko zapięte na ostatni guzik, więc od rana stres, żeby jakoś przetrwać ten dzień. Śniadanie? W takim stanie przez gardło nawet herbata nie przejdzie, więc ze ściśniętym żołądkiem wychodzi z domu. Potem od 6 do 8 godzin intensywnej pracy, czasami jakaś kanapka, jeśli jest w miarę spokojnie. Na ogół pierwszym posiłkiem jest obiad, a po nim…powrót do pracy, bo „robotę” zawsze zabiera się do domu. Czasami ślęczenie nad papierami trwa do późnej nocy…i tak w kółko, po kilkanaście godzin dziennie niemal przez cały rok.

O kim mowa? O pracowniku naukowym? Szefie dużej korporacji? Dyrektorze banku? Nie! Tak wygląda codzienność ucznia naszej szkoły, mniej więcej już od czwartej klasy szkoły podstawowej. Na tym poziomie uczniowie mogą jeszcze liczyć na pomoc swoich rodziców, którzy nierzadko po prostu odrabiają za nich lekcje, których dzieci albo nie rozumieją, albo nie są w stanie, ze względu na brak czasu, odrobić. Powszechną praktyką w szkołach jest bowiem, że to co najtrudniejsze nauczyciele zadają do domu! Później zaczynają się korepetycje, które w gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej są wręcz regułą.  Korepetycje, ta swoista „szkoła po szkole” , są naszą polską specjalnością i gdyby spróbować to wytłumaczyć komukolwiek z jakiegokolwiek innego kraju, to usłyszelibyśmy pytanie połączone z wyrazem zdziwienia w oczach – To od czego jest w waszym kraju szkoła?

Aby nie bać się szkoły

W większości systemów oświatowych pojęcie zadań domowych czy korepetycji nie istnieje! Co więcej, nawet nie wszystkie zajęcia szkolne są obowiązkowe dla wszystkich. Mniej więcej od poziomu naszego gimnazjum, w wielu krajach uczniowie mają prawo wyboru przedmiotów, zgodnie ze zdiagnozowanymi u nich zdolnościami, predyspozycjami czy zainteresowaniami. Ale nawet w ramach tych obowiązkowych przedmiotów dopuszcza się prawo ucznia do wyrażania własnych poglądów i wątpliwości, do stawiania własnych hipotez i pytań, daje mu się prawo do błędu, a gdy zostanie on popełniony, nie karze się go za to, uznając ten fakt za naturalny element uczenia się. Uczniowie więc nie boją się uczęszczać do szkoły, bo jest to dla nich miejsce przyjazne, dające poczucie bezpieczeństwa psychicznego, stwarzające szanse na znalezienie własnych mocnych stron i odkrycie swoich zasobów.

Szkoła dla wielu polskich uczniów jest źródłem frustracji i strachu. Fot. Monika Dwórska-Małota

Szkoła dla wielu polskich uczniów jest źródłem frustracji i strachu. Fot. Monika Dwórska-Małota

Uczeń na dwa etaty

W naszym systemie sytuacja wygląda tak, że, wszystkie zajęcia określone przez tzw. szkolny plan nauczania są dla wszystkich uczniów obowiązkowe. Samych lekcji jest przeciętnie, w zależności od etapu edukacyjnego, od 26 do 34 tygodniowo. wszystkie zajęcia określone przez tzw. szkolny plan nauczania są dla wszystkich uczniów obowiązkowe. Niemal drugie tyle uczniowie muszą przepracować w domu odrabiając lekcje, ucząc się do kartkówek, sprawdzianów i odpytywania, nierzadko korzystając w tym zakresie z przytaczanych już wcześniej korepetycji.

Zgodnie bowiem z zapisami większości szkolnych regulaminów, uczeń powinien być przygotowany na każdą lekcję, mieć odrobione wszystkie zadania domowe, a w trakcie każdej lekcji powinien być aktywny i uważny, a ponadto nie przeszkadzać. Dodajmy jeszcze do tego, że uczniowie, którzy mają problemy z uczeniem się są poddawani szczególnym formom pomocy psychologiczno – pedagogicznej w postaci różnorodnych zajęć wyrównawczych. Celem ich jest wsparcie i pomoc uczniowi z problemami tyle tylko, że odbywa się ona po lub przed lekcjami. Są to więc dla tych uczniów dodatkowe lekcje, których i tak mają wystarczająco dużo. A to jest wręcz kara za to, że sobie nie radzą, a nie żadna pomoc.

Szkoła jak taśma produkcyjna

Biorąc pod uwagę to wszystko, trzeba więc postawić tezę, że najbardziej zapracowaną i przepracowaną grupą społeczną w Polsce są…uczniowie!  Od tego stwierdzenia jest już bardzo niedaleko do zrozumienia tego, co jest jedną z najważniejszych przyczyn problemów emocjonalnych naszych uczniów, skąd bierze się w nich tyle agresji i frustracji, skąd tyle przypadków nerwic, depresji i prób samobójczych. O schorzeniach kręgosłupa czy oczu nie wspominając. Ale to nie wywołuje ani stosownej, pogłębionej refleksji, ani reakcji i konkretnych działań ze strony osób odpowiedzialnych za stan i kondycję polskiej szkoły. A w niej nadal panuje swoisty „wszystkoizm”. Uczy się wszystkich wszystkiego, wszystkich do wszystkiego się przymusza i za wszystko się ocenia. Szkoła jest jak taśma produkcyjna o wymuszonym tempie i rytmie pracy. Kto nie nadąża, ten odpada, stając się produktem wybrakowanym.

Zakuć, zdać, zapomnieć

Co w tej sytuacji robi coraz liczniejsza grupa uczniów kierując się po prostu instynktem samozachowawczym? Co robi, żeby nie dać zwariować, żeby odreagować? Mówiąc kolokwialnie – odpuszcza sobie, czego wyrazem stała się coraz bardziej powszechna „moda na nieuczenie się” oraz takie zjawiska jak stosowanie wszelkich uników i sposobów na wykręcenie się od tego nadmiaru obowiązków, ściąganie i odpisywanie, czy w końcu ukryty plan szkolny o nazwie „3Z – zakuć, zdać, zapomnieć”. Źródłem tychże zjawisk jest najzwyklejsze przemęczenie, znużenie i znudzenie oraz nienadążanie za innymi. To właśnie nadmiar obowiązków, których sensu uczniowie nie rozumieją, jest  powodem ich buntu wobec tej sytuacji. Polski uczeń jest pozbawiony jakiegokolwiek wyboru, funkcjonuje w obszarze wyznaczonym przez „musi, powinien i nie wolno”. Z rzadka jedynie „może”.

Nauczyciel jak urzędnik

W naszej szkole to nie uczeń jest najważniejszy, jakby się mogło wydawać, a program nauczania, z którego realizacji rozliczani są nauczyciele. Oni sami zresztą zostali sprowadzeni, w wyniku tej kolejnej nieudanej reformy oświatowej, do roli narzędzia do zrealizowania narzuconej im podstawy programowej. Treści tejże podstawy są tak szczegółowe i obszerne, że nie pozostaje już miejsca i czasu na rozwijanie ciekawości poznawczej, która jest naturalną cechą każdego młodego człowieka, a którą szkoła, w swym obecnym kształcie, skutecznie zabija. Nauczyciele stali się urzędnikami szkolnymi, których zadaniem jest tworzenie „papierów”, które mają być świadectwem i dowodem na to, że pracują. Zdarzają się w związku z tym przypadki, że z dokumentów wynika, że szkoła jest idealna, tyle tylko, że uczniowie jej nie znoszą.

„Przedwczorajsza szkoła” a wyzwania jutra

Nie poprawią tego czarnego obrazu polskiej oświaty ani istniejące niewątpliwie dobre szkoły, ani wspaniali nauczyciele. Nie to bowiem jest wyznacznikiem jakości naszej szkoły. W tym kontekście musi wprawiać w zdumienie fakt, że włodarze naszej edukacji zdają się nie dostrzegać dynamiki czasów, w których żyjemy, których jedyną pewną rzeczą jest to, że wszystko się zmienia i to nieustannie. Dzisiejsza wiedza jutro jest już nieaktualna, więc należałoby dokonywać ciągłej nowelizacji i poprawek w programach nauczania i w podręcznikach. Czy jest to możliwe? A może należałoby raczej zapytać czy jest to konieczne?

Otóż nie jest to ani możliwe, ani tym bardziej konieczne! Co natomiast wydaje się być konieczne? Ponowne zdefiniowanie tego, czym powinna być szkoła i kim powinien być nauczyciel XXI wieku? Choćby dlatego, że, jak to określiła dr Marzena Żylińska w swej znakomitej książce p.t. „Neurodydaktyka – nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi” - „W przedwczorajszych szkołach wczorajsi nauczyciele przygotowują uczniów do rozwiązywania problemów, jakie przyniesie jutro”.

Zadajmy więc sobie pytanie w kontekście przedstawionych refleksji czy nasze dzieci zostaną dobrze przygotowane do jutrzejszych wyzwań w dzisiejszych szkołach i przez dzisiejszych nauczycieli?

Autor:  Zbigniew Zalewski
O autorze: nauczyciel dyplomowany, wieloletni dyrektor szkoły, specjalista w zakresie zarządzania i kierowania oświatą, innowator pedagogiczny oraz propagator idei przywództwa w edukacji

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

napisz pierwszy komentarz...