Mam w domu dwóch urwipołciów. Dzieci twórcze, energiczne, ciekawe świata, pogodne, ale również uparte i dobitnie artykułujące swoje zdanie. Wesołe łobuziaki, które potrafią pięknie się bawić i równie pięknie kłócić. Moje dzieci to po prostu dzieci. Dziewczynka, lat 6, i chłopiec, lat 3. Obok nich, w domu ja i mąż – dorosła kobieta i dorosły mężczyzna. Razem cztery różne światy, cztery spojrzenia na rzeczywistość, cztery różne zdania i masa przeróżnych potrzeb, oczekiwań i obowiązków. Jak połączyć ten zlepek różnic? Jak znaleźć podobieństwa? Jak się porozumiewać?

Mądre głowy radzą „Trzeba rozmawiać”. Wspaniale! Bardzo chętnie! Ale jak? Co mówić, aby być zrozumianą? Jak skutecznie reagować w sytuacji kryzysowej i nie ranić? Jak wyrażać własne zdanie, ale nie narzucać go? Jak egzekwować ustalone zasady, ale ich nie wymuszać?

Wydaje się, że jedyną odpowiedzią na te pytania jest: „Nie da się”. Tak też myślałam. Na szczęście, rozczarowałam się. Da się. Można się tego nauczyć.

W tym celu proponuję zmierzyć się z książkami Amerykanek – Adele Faber i Elaine Mazlish oraz Duńczyka – Jespera Juula. Napisali ich wiele. Zachęcam jednak do rozpoczęcia od „Wyzwolonych rodziców, wyzwolonych dzieci” A. Faber i E. Mazlish, a rodzicom nie jedynaków, na pierwszy ogień dodatkowo polecam „Rodzeństwo bez rywalizacji” tych samych autorek. Dla mnie, pozycje te były odkryciem. Po pierwsze pokazały mi świat z perspektywy dziecka. Po drugie uświadomiły mi, że bardzo często w relacjach z dziećmi nie chodzi o fakty, ale odczucia z nimi związane. Po trzecie musiałam przyznać, że skupianie się na problemie potęguje go, a ja powinnam koncentrować się na rozwiązaniu. Po czwarte zrozumiałam różnicę między konsekwencją, a karą i powód dla którego ta druga nie jest skuteczna. Po piąte przekonałam się, że zbyt mało wierzyłam w umiejętności moich dzieci, ponieważ one wiele spraw potrafią załatwić bez mojej ingerencji. Po szóste okazało się, że bycie dobrą mamą nie oznacza rezygnacji z samej siebie i z własnych potrzeb. I że rodzic to nie emocjonalna meduza, która, kalkulując na chłodno, zachowuje spokój. Mogę okazywać wszystkie swoje emocje, ale muszę nauczyć się je wyrażać, a nie wyładowywać. Bo rodzic to człowiek, ale dziecko to też człowiek. Czuje jak ja, myśli, jak ja, ma prawa takie jak ja i obowiązki na miarę swych możliwości – jak ja.

 

Książki Mazlish i Faber zachwyciły mnie, ponieważ są konkretne. W przeciwieństwie do innych pozycji zawierają tzw. „okrągłe zdania” i proste zasady, które z sukcesem można wykorzystać w komunikacji.  Przykładów jest mnóstwo, dlatego „wgryzają się” w umysł i łatwo je zapamiętać. Przytoczę moje ulubione zdanie: „Jeśli chcesz, aby twoje dziecko zachowywało się inaczej, traktuj je tak, jak by już to robiło”.

Książki Mazlish i Faber, to nie jedynie enigmatyczna teoria, ale również praktyka. Obserwacja życia, przyznawanie się do błędów i słabości. Nie jest to relacja uczonego-teoretyka, osoby, która wie lepiej, ale zapis zmagań rodziców „z krwi i kości” i zachęta do tego, że warto spróbować, bo wielu się już udało, a ten sposób komunikacji naprawdę działa.

Sceptycy naturalnie mogliby upatrywać w książkach Mazlish i Faber cech manipulacji, ponieważ mówiąc określone zdania, osiągamy zamierzony cel. Nie zgadzam się jednak z tym stwierdzeniem. Nie ma przecież nic złego w ucięciu konfliktu między rodzeństwem mówiąc „Chciałabym w spokoju wypić kawę, ale nie mogę tego zrobić, kiedy słyszę wasze krzyki. Na pewno potraficie znaleźć sposób na zabawę w zgodzie”, lub ułatwienie wyjścia do przedszkola, poprzez zadanie dziecku pytania z ograniczonym wyborem „Założysz spodnie granatowe czy zielone?”

Myślę więc, że książki te pomagają zmierzyć się z trudnymi chwilami rodzicielstwa. Z konfliktami, z brakiem zrozumienia, pewności lub wiedzy, jak reagować. Pozwalają stanąć z boku i z dystansem i spokojem spojrzeć na rzeczywistość.

Jako dopełnienie amerykańskich pozycji polecam książki Jespera Juula. Celowo podaję je na drugim miejscu, ponieważ są to dywagacje w dużej mierze teoretyczne. Są natomiast napisane lekkim językiem i czyta się je z dużą przyjemnością. Juul wprowadza pojęcie „integralności osobistej dziecka”. Propaguje działania, które nie zakłócają wewnętrznej harmonii. Kładzie nacisk na szacunek i godność. Uważam, że wiążą się one z postulatami Mazlish i Faber. To, co Jesper Juul jeszcze bardziej uwypukla, to fakt, że każda rodzina powinna budować swoje własne zasady. Nie oznacza to łamania wszelkich społecznych reguł, ale umiejętność bronienia własnych przekonań. J. Juul, tak jak panie Mazlish i Faber, zachęca do wybaczania sobie naszych rodzicielskich niedociągnięć:

„Najpierw trzeba poznać własne dzieci i siebie samych, jako rodziców. Wychowanie jest uczeniem się przez praktykę (learning by doing) i szukaniem własnej drogi. Dzieci nie potrzebują doskonałych rodziców, ale autentycznych ludzi z krwi i kości, którzy może nie wiedzą wszystkiego, ale za to są stale gotowi, żeby się rozwijać.” (Jesper Juul „Twoja kompetentna rodzina”)

Bądźmy więc prawdziwi, czytajmy i odnośmy komunikacyjne sukcesy.

Adele Faber, Elaine Mazlish:

  • „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci”
  • „Rodzeństwo bez rywalizacji”

Jesper Juul:

  • „Twoja kompetentna rodzina”
  • „Twoje kompetentne dziecko”

Autor: Małgorzata Żółtaszek 

O autorce: autorka książek dla dzieci, prowadzi warsztaty dla rodziców w oparciu o książki A. Faber, E. Mazlish, J. Juula i inne (http://pozytywnerelacje.com/), prywatnie mama Ali i Maciusia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

napisz pierwszy komentarz...