Pytam znajomych, jak się miewa ich dziecko. Wszystko dobrze, tylko badanie wykazało duże niedobory witaminy D. „My na szczęście całą zimę piliśmy tran” – pocieszam się. A jednak u mojego dziecka diagnoza jest ta sama – za mało witaminy D.

W ostatnich latach słońce popadło w niełaskę. Poradniki dla młodych mam straszą skutkami promieniowania ultrafioletowego. Zaraz po porodzie pediatra zaleca podanie niemowlęciu profilaktycznego opakowania witaminy D. Gdy dziecko jest starsze – tran na zimę i sprawa załatwiona. Co zaś się tyczy słońca, trzeba malucha przed nim chronić i osłaniać ile się da. Na tym kończy się lekcja dotycząca promieniowania UVB.

Dotąd nie widziałam potrzeby sprawdzania sobie i dziecku poziomu witaminy D w organizmie. Ale zaczęło to robić coraz więcej znajomych – widać lekarze dostrzegli problem. Koleżanka szukała przyczyny spadku odporności u dziecka. Chłopiec świetnie odżywiony, ogólne wyniki bardzo dobre. -Pani dziecko potrzebuje więcej słońca – powiedziała jej w końcu doświadczona lekarka. -Tak jak 80% dzieci w naszym kraju – dodała.

10170812_822317771131698_1394194729104286972_n

Fot. Monika Dwórska-Małota

Tran nie wystarczy

Zaskoczył mnie niedobór witaminy D u mojego czteroletniego synka. Przez zimę wypił całą butelkę tranu. Jemy ryby i jajka, ponoć bogate w ten pierwiastek (sprawdzam – jedno żółtko zawiera 54j.m. witaminy D, łyżeczka tranu – 250j.m., makrela – 152j.m. w 100g., łosoś – 540j.m. w 100g., węgorz nawet 1200j.m. w 100g).

Pytam lekarki, skąd ten problem. – Więcej przebywać na słońcu wtedy, gdy jest ono bezpieczne – radzi Anna Krzyszowska-Kamińska, specjalista medycyny rodzinnej. - I wspierać się suplementacją, bo w naszym kraju synteza skórna witaminy D od października do marca, czyli prawie pół roku, jest nieefektywna – dodaje.

 Dostaję od lekarki rzetelne materiały na temat przyswajania i dawkowania witaminy D. Z nich dowiaduję się, że:

  • noworodki i niemowlęta powinny otrzymywać dziennie 400j.m. witaminy D z suplementów i diety bez względu na porę roku,

  • dzieci w wieku 1-12 powinny otrzymywać 600-1000j.m. witaminy D na dobę,

  • kobiety ciężarne i matki karmiące powinny otrzymywać 1500-2000j.m. witaminy D dziennie,

  • prawie 90% witaminy D jest syntetyzowane w skórze pod wpływem promieniowania słonecznego UVB,

  • ekspozycja na słońce powierzchni ciała odpowiadającej twarzy, ramionom i dłoniom (do powstania lekkiego zaczerwienienia – tzw. dawka rumieniowa MED) umożliwia syntezę około 10tys.j.m. witaminy D – w Ameryce Południowej wystarczy 4-10 minut ekspozycji słonecznej w miesiącach letnich, u nas – dłużej,

  • w naszym kraju najlepszy czas do syntezy skórnej to okres od kwietnia do września; wtedy osoby o jasnej karnacji powinny codziennie eksponować minimum 18% powierzchni ciała przez 15 minut między godziną 10.00 a 15.00 bez używania filtrów ochronnych (u osób o ciemnej karnacji czas ekspozycji powinien być dłuższy).

 Zbawienna witamina

Jak bardzo potrzebna jest naszym organizmom witamina D, nie trzeba nikogo przekonywać. Ma zasadniczy wpływ na układ kostny, wzmacnia też mechanizmy odpornościowe. Pełni funkcje regulacyjne w większości narządów i tkanek.

Kiedy zgłębiłam temat i zrobiłam rachunek sumienia, niedobór tego pierwiastka u mojego dziecka przestał mnie dziwić. Na słońce wychodzimy zawsze „uzbrojeni” przeciwko promieniom UVB – z warstwą kremu SPF i odpowiednio osłonięci. Ilość witaminy D z naszej diety też okazuje się niewystarczająca. Tran to jeszcze za mało.

Czego nie wiedziałam? Na przykład że nieosłonięta skóra przez 15 minut nawet w pełnym słońcu jest bezpieczna, a tyle już wystarczy, żeby zapewnić organizmowi potrzebną ilość witaminy D. Poza tym lekarka mnie zapewniła, że w okresie letnim synteza tego pierwiastka odbywa się nadal nawet po godzinie 16.00, choć jest słabsza. A wtedy, pod warunkiem, że nie ma upałów, nie musimy już stosować kremów z filtrem. Jeszcze kwestia suplementacji, której nie powinniśmy przerywać również wiosną i latem.

Słońce wraca do łask

Jeśli chodzi o dietę, nie mogę mieć sobie nic do zarzucenia. Jajka i ryby często goszczą na naszym stole. Musiałam natomiast przeprosić się ze słońcem. Podobnie jak większość mam uległam presji strachu związanej z promieniowaniem UVB. Musiałam na nowo dostrzec, że racjonalne dawkowanie promieni słonecznych ma też korzyści. Zauważyłam, jak doskonale w tym zakresie działa intuicja dzieci. Nikt nie zmusi ich do bezczynnego opalania się, z chęcią natomiast przebywają na słońcu, w naturalny sposób oscylując w zabawach ruchowych między nim a cieniem. To wygrzewanie się bez ruchu i umiaru jest źródłem problemów skórnych, ale ono nie leży w naturze dzieci. Może i w tej kwestii więc warto im zawierzyć?

Autor: Urszula Hreniak
O autorce: Mama Mikołaja i Jagody. Uznaje wyższość domowej zupy nad obiadem z mrożonki. Lubi czas spędzany z dziećmi. Usilnie stara się godzić bycie mamą z potrzebą pracy na rzecz rozwoju własnego i innych. Czasem nawet jej się to udaje bez szkody dla jednego i drugiego. Poza tym: obserwuje, pisze i nie ustaje w poszerzaniu wiedzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

napisz pierwszy komentarz...