Okło 30 lat temu żyła sobie Mama, której podejście do wychowania córek było niecodzienne jak na owe czasy. Dzieci dostawały jedzenie, kiedy chciały – „na żądanie” i z piersi, i długo, i zapewne też w nocy. Nie przejmowała się zaleceniami z ówczesnej biblii dla mam w wersji polskiej autorstwa Wisłockiej ani amerykańskiej sławetnego Benjamina Spock’a.

Urlop macierzyński wykorzystała maksymalnie przy każdej z trzech dorodnych córek, mimo że babcia była w domu. Dzieci spały z Mamą, nie miały zbyt sztywnych ram, nakazów i zakazów. Dość często „dostawały to, co chciały”, co wielu komentowało: „rozpieszczanie”. W sprawach szkolnych dzieci też nie odczuwały kontroli, ale dyskretne zainteresowanie. Dziewczyny były jednak bardzo dobrymi uczennicami – same nauczyły troszczyć się o siebie lub sobą nawzajem. Często ważniejsze ze spraw szkolnych nie były stopnie, a np. kłótnia córki z kolegą z klasy. Nie znam za wiele mam, które w ramach bohaterskiej obrony swojego dziecka specjalnie przyjdą do szkoły, aby „rozmówić się z gówniarzem”, a chodziło oczywiście o zwykłe szczenięce zaloty J Do tej pory jest to humorystycznie wspominane w rodzinie. Dzieci zawsze mogły swobodnie wychodzić do koleżanek, a jako nastolatki wracać nocami do domu. Zresztą każda z córek traktowana była inaczej, co czasem wywoływało/wywołuje burze rodzinne.

Mama autorki. Fot. Natalia Kaczmar

Mama autorki. Fot. Natalia Kaczmar

Córka Mamy: czasem chciała, aby Mama była bardziej… „przepisowa”. Żeby była bardziej „domowa” jak inne mamy i aby budyń był na 16:00 na czas podwieczorku jak u sąsiadów. A tej Mamie tylko wędrówki do lasu w głowie, prace ogrodowe, ciągnęła dzieci nad wodę w upalne dni i wszystko pełen spontan… Nic dziwnego, że idolką mamy jest Scarlett i jej  motto „Pomyślę o tym jutro”; z tą Mamą nie dało się za bardzo planować i zawsze miała czas.  W wyborach życiowych, np. kierunku studiów też nie doradziła nic konkretnego. Czasem było to bardzo denerwujące – tylko charakterystyczne wzruszenie ramionami i wielce mi rada: „Musisz sama zdecydować”…

Tak, to moja Mama i ja. Teraz to ja jestem mamą. Mamą zupełnie inną niż moja Mama. Ja potrzebuję dla siebie i swoich dzieci pewnych ram czasowych, pracuję, ale „po godzinach” karmię naturalnie i staram się wychowywać dwoje świadomych konsumentów, zwracam uwagę na jakość jedzenia, bo czasy są inne niż kiedyś i ponoć nawet cukier i mąka nie takie same. Staram się do każdego ze swych dzieci pochodzić  inaczej i indywidualnie, odczytywać ich potrzeby. Tak, nie jest to łatwe i uświadamiam sobie, że moje dzieci w najbliższym czasie też tego najprawdopodobniej nie docenią. Ale chcę być też w zgodzie ze sobą – tym co doświadczyłam, co już wiem, czego się uczę, w co wierzę i co czuję JA jako mama.

Autorka tekstu z synkiem. Fot. Natalia Kaczmar

Autorka tekstu z synkiem. Fot. Natalia Kaczmar

Choć teraz doceniam, że Mama wiele razy po prostu robiła po swojemu, tak jak ja teraz,  – nie była za to zbytnio chwalona. Nie, nie działała według Rodzicielstwa Bliskości (Attachment Prenting)  czy BLW (Bobas Lubi Wybór – Baby Led Weaning) – wtedy nikt tego tak nie nazywał. Nie była to też „koncepcja kontinuum”… Z perspektywy czasu widzę i myślę sobie, że była to metoda łączona słuchania instynktu i intuicji oraz odwagi. Choćbym nie wiem jak się starała, nie będę jak moja Mama, bo to niemożliwe. Ale wiem, że wartością jest podążanie za tym, co czuję, że jest najlepsze dla moich dzieci w sytuacjach bardzo niepowtarzalnych i złożonych  – z różnych ludzi, doświadczeń, emocji, miejsc i czasu.

Tylko Tacie jakoś w tej sytuacji babińca było niełatwo…. ;)

A czy Ty się dobrze czujesz ze swoim stylem wychowywania swoich dzieci?

Autor: Karolina Górska
O autorce: Karolina Górska – pedagog terapeuta, nauczyciel języka angielskiego. Pracuje głównie z dziećmi w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Pełnoetatowa, cudownie niedoskonała, osobista mama Stasia i Zosi:) Obserwatorka życia społecznego, cały czas uczy się od dzieci  – póki co najwięcej od własnych:) Zwolenniczka i propagatorka nauczania i uczenia się przez zabawę oraz piosenki. Propagatorka świadomych wyborów konsumenckich. Zachwyca się różnicami kulturowymi i wciąż poszukuje sposobów na integrowanie ludzi we współczesnym świecie. Ma jeszcze wciąż wiele niezrealizowanych pomysłów w głowie i nieodkrytych pasji, a działanie z własnymi przekonaniami – czasem takimi „pod prąd” – daje jej coraz więcej szczęścia, spełnienia i rozwoju. Na co dzień również „gotowarka” (wg nomenklatury Stasia) :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

napisz pierwszy komentarz...