Obrazy rzeczywiście przemówiły. Odświeżone kreską współczesnego artysty, który nie boi się ubarwiać pierwowzoru. Zapowiadany wernisaż otwierający wystawę „Jak dziecko do obrazu” odbył się.

 muzeumV2014 127

Zaprezentowano prace młodych artystów, które ładnie wyeksponowane, robiły duże wrażenie. Kilkadziesiąt rysunków inspirowanych obrazami z muzealnej kolekcji jako dowód talentu twórców i tego, że sztuka oddziałuje. Podopieczni Remigiusza Pokrzywy ze świetlic środowiskowych, m.in. z ul. Bł. Czesława w Gliwicach, przeniesieni w przestrzeń muzeum, mieli okazję ujrzenia samych siebie w nowym świetle.

Będąc na wystawie i oglądając z prawdziwą przyjemnością rysunki dzieci, zastanawiałam się skąd wziął się pomysł? Wyobrażam sobie, że autorki projektu, które zaprosiły uczestników do „odrysowania” obrazów wpisują się mniej więcej w taki nurt myślenia o dziecku, który także i mnie jest bliski: „Nie chcę cię zmieniać, nie chcę wychowywać, chcę pomagać ci patrzeć na siebie i odkrywać w tobie cały twój blask. Nie chcę cię dopasowywać do społeczeństwa, chcę pokazać ci przestrzeń, w której jest piękno, jest strach, smutek, i radość, i zagadka, czyli obszar sztuki. Baw się nią, pokaż innym, co ona według ciebie znaczy, daj nam popatrzeć na malarstwo twoimi oczyma.”

Dzieci w gliwickiej Willi Caro miały niepowtarzalną okazję kontemplowania malarstwa, wypatrywania każdego najdrobniejszego szczegółu, analizowania detalu oraz tworzenia własnego obrazu,  który w tym procesie stawał się niepostrzeżenie dziełem sztuki. Można zapytać czy to nie jest zbyt duże słowo, wszak to po prostu rysunki? Te rysunki jednak zawierają wszystkie niezbędne elementy dzieła sztuki: subiektywizm, emocje i każdy z osobna, niepowtarzalną pieczątkę własnego talentu.

muzeumV2014 093

Zazdroszczę dzieciom okazji do uwewnętrzniania obrazu, obcowania z nim bez pośpiechu, w ciszy, w tempie koniecznym do poznania i d o ś w i a d c z e n i a sztuki. Myślę, że tak rodzi się miłość, a na pewno upodobanie.  Zbigniew Herbert tak właśnie, nieśpiesznie, ale zachłannie i bardzo uważnie, rezerwując dla siebie konieczny do tego czas, odwiedzał muzea. Herbertowskie oko na sztukę jako wynik projektu. To by było coś!

Podpatrywałam uczestników, którzy stali się dla mnie bohaterami tego spotkania. Dzieci były wyraźnie onieśmielone sytuacją, w której publiczność ogląda ich rysunki, dlatego zapytywane o wrażenia, nie chciały mówić. I dobrze, wcale nie czuliśmy się rozczarowani, bowiem artysta mówi poprzez swoje dzieła i tak było też i w tym przypadku.

Autorki wystawy umieściły w pobliżu prac także ankiety z odpowiedziami dzieci, które to wypowiedzi stały dobrym interpretacyjnym naddatkiem i zapisem myśli powstałych wokół malowania. Na pytanie Co w obrazie podobało ci się najbardziej? Dzieci odpowiadają: Najbardziej podoba mi się to, że chłopiec jest odwrócony tyłem i że jest to bardzo stonowany obraz. A mógłby być weselszy./ Tło. / Koszula chłopca/ Sznurek, który trzyma Cyganka. / Najmniej podoba mi sie cylinder./

muzeumV2014 098

 

Cieszy fakt, że Muzeum w Gliwicach pokazało dzieciom alternatywę wobec, powiedziałabym, świata w ruchu, czy inaczej rzecz ujmując, świata pod presją ciągłej nowości, zatem świata gier komputerowych, portali społecznościowych i gry w piłkę nożną, do których to aktywności zaproszeń jest aż ponad miarę.

Wystawa dostępna będzie dla zwiedzających do 31 lipca 2014. Polecamy.

Autor: Agnieszka Grzywaczewska-Kurpierz
O autorce: mama Anieli, magister filologii polskiej, recenzentka, propagatorka praw dziecka, orędowniczka rodzicielstwa bliskości i karmienia piersią. Lubi długie spacery z psem. Lubi także rozmawiać z dziećmi, a potem spisywać sobie ich, jedyne w swoim rodzaju, słowa, zdania – wymyślanki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

napisz pierwszy komentarz...