87% francuskich dzieci nie wie, co to burak, 33% nie odróżnia pora od innych warzyw, jedna piąta uczniów angielskich szkół sądzi, że pomidory rosną pod ziemią. Cieszę się, że mój synek ma swoją małą grządkę. Już wie, w odróżnieniu od niektórych rówieśników z Francji, że makaron nie jest warzywem.

Na podmiejskim ogródku działkowym mamy niewielką grządkę. Tej wiosny nasz czterolatek sam posiał marchewkę, rzodkiewkę i groszek. Do zrobionych patykiem rowków sypał nasiona i przykrywał ziemią. Gdzieniegdzie sypnął za dużo, o czym się przekonał, gdy jakiś czas później rzodkiewka powschodziła w bujnych kępach. To był czas na kolejną lekcję – rośliny wymagają pielęgnacji. Grządkę trzeba plewić, a posiane za gęsto warzywa „przerywać”, żeby zrobić im miejsce. Synek dowiedział się też,  że w przyrodzie mogą czaić się różne zagrożenia, na przykład ślimaki, które miały wielki apetyt na nasze plony. Obsypywaliśmy więc grządkę solą i część warzyw udało się uratować. Kilka dni temu oberwaliśmy groszek. Synek z przejęciem wyłuskiwał zielone ziarenka do miski. A zupa groszkowa bardzo mu smakowała – poprosił nawet o dokładkę. Może dlatego, że poznał jej tajemnicę od najmniejszego nasionka, które sam kilka miesięcy wcześniej schował w ziemi.

Fot. Karolina Górska

Fot. Karolina Górska

Badania przeprowadzone we Francji i Anglii pokazały, że znaczny procent dzieci nie wie, jaką drogę przechodzą warzywa, zanim trafią na stół. Ta niewiedza jest znacznie szersza -  72% ankietowanych nie potrafiło powiedzieć, z czego jest zrobiony makaron. Niektórzy uważali, że ser wytwarza się z roślin, a paluszki rybne z kurczaka. Z badań wynikało też, że coraz mniej rodziców zajmuje się przygotowywaniem posiłków w domu. Wielu z nich podaje na obiad gotowe dania z supermarketu podgrzane w mikrofalówce. Nie dziwnego, że gdy dzieci dostają na talerzu w wysokim stopniu przetworzone jedzenie, nie rozpoznają jego poszczególnych komponentów. Mogą nie wiedzieć, czym jest burak, który swoją drogą z barszczykiem instant wspólny ma tylko kolor.

W Polsce podobnych badań na szerszą skalę nie prowadzono, ale przecież żyjemy podobnie jak angielskie i francuskie rodziny. Też mamy supermarkety i mikrofalówki. I coraz mniej czasu, żeby gotować w domu. Nie mówiąc już o uprawie warzywniaka. Na szczęście wiele naszych babć nadal utrzymuje przydomowe ogródki, a w przedszkolach panie uczą piosenki „Urodziny marchewki” i wierszyka „Na straganie”.

Nie musimy od razu zakładać grządki. Zachęcam jednak, żeby wygospodarować chociaż mały zielnik na balkonie lub w kuchni na parapecie. Dla samej frajdy, jaką ma dziecko, gdy pozwoli mu się posadzić roślinkę i pielęgnować ją. Ale też dla wiedzy o prawach przyrody. Dziecko podczas zakupów z rodzicami widzi tylko końcówkę procesu, jakim jest dostarczanie żywności. Posortowane, odpowiednio przebrane i wyeksponowane w sklepowych skrzynkach warzywa i owoce sąsiadują z produktami już przetworzonymi: dżemami, keczupami, sosami do makaronów, musli w kolorowych paczkach, sokami w kartonach. Co pochodzi z natury, a co zostało wyprodukowane przez człowieka? Niektóre dzieci zadają pytania, innym wystarczy przekonanie, że jedzenie kupuje się w markecie.

Fot. Karolina Górska

Fot. Karolina Górska

U nas właśnie obrodziła fasolka szparagowa. Bierzemy koszyk i idziemy ją zebrać. Potem ugotujemy i zjemy z masłem i zieloną pietruszką – tak lubimy najbardziej. Mam pewność, że mój synek nie zapyta, czy fasolka rośnie na drzewach.

Jakie korzyści czerpie dziecko z samodzielnej uprawy roślin?  

- zyskuje wiedzę o prawach natury i poznaje bogactwo przyrody,

- uczy się świadomego podejścia do żywności,

- uczy się odpowiedzialności, obowiązkowości i cierpliwości: rośliny trzeba pielęgnować, aż osiągną dojrzałość,

- nabiera przekonania o własnej mocy sprawczej: posiane i posadzone rośliny zależą od niego, od jego starań, zabiegów pielęgnacyjnych, podlewania i doglądania;

- zyskuje rozwijającą i angażującą zabawę (dzieci uwielbiają zabawy z ziemią i wodą),

- kształtuje się w nim prawdziwe wyobrażenie o świecie – w naturze działają zarówno siły sprzyjające: słońce, woda, urodzajna ziemia, jak i mogące być zagrożeniem: szkodniki, niekorzystne czynniki atmosferyczne; osiąganie celów wymaga aktywnej postawy: umiejętności czerpania z tego, co dobre i przeciwdziałania temu, co może szkodzić.

Autor: Urszula Hreniak
O autorce: Mama Mikołaja i Jagody. Uznaje wyższość domowej zupy nad obiadem z mrożonki. Lubi czas spędzany z dziećmi. Usilnie stara się godzić bycie mamą z potrzebą pracy na rzecz rozwoju własnego i innych. Czasem nawet jej się to udaje bez szkody dla jednego i drugiego. Poza tym: obserwuje, pisze i nie ustaje w poszerzaniu wiedzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  1. Niczego sobie :)

    Komentarz napisał/a Krzyś dnia 31 grudnia 2014 (17:37)