Magda Cichońska – mama dwóch córek (dużo noszonych!), inicjatorka ogólnopolskiej akcji społecznej „Nic mi nie wisi” (#nicminiewisi, #carrynotscary), promującej prawidłowe noszenie dzieci w chustach i miękkich nosidłach.

Mamoteka.pl: Obie córki nosiłaś od początku? Ile miały, kiedy pierwszy raz omotałaś je chustą?

Magda: Tak, choć to tata ma na koncie pierwsze spacery w chuście – odpowiednio w siódmej i dziesiątej dobie życia naszych córek. Starszą głównie on nosił, ja się wkręciłam na maksa dopiero przy Młodszej.

Fot. Jakub Wańczyk

Fot. Jakub Wańczyk

Kiedy nabrałaś przekonania, że warto nosić?

Nie wiedzieliśmy, że istnieje coś takiego jak chustonoszenie. W połowie pierwszej ciąży poszliśmy na jakieś spotkanie organizowane dla przyszłych rodziców i tam, wśród specjalistów opowiadających o różnych rzeczach, siedziała mama z kruszynką w chuście. I opowiadała o zaletach noszenia z takim błyskiem w oku, że wychodząc do domu oboje wiedzieliśmy, że my też chcemy nosić.

Gdzie uczyłaś się noszenia? Masz swojego/swoją guru?

Wiązania chusty nauczyłam się już po porodzie. Na baby shower dostałam od koleżanek tęczowego Girasola, którego mam do tej pory. Najpierw chustowaliśmy z instrukcji w internecie, ale żeby nabrać pewności i robić to w sposób prawidłowy i bezpieczny – wybraliśmy się na warsztaty chustowe do szkoły noszenia Przywiązanie. Prowadziły ją wtedy razem Ania Zin i Ewa Owczarewicz. Dwa razy korzystaliśmy z ich konsultacji. Z Anią do tej pory mamy kontakt i serdeczne stosunki.

Jakie korzyści – emocjonalne i rozwojowe – daje dzieciom noszenie?

Och, jest ich tyle, że nie wiem od czego zacząć. Ogromne korzyści niesie za sobą kangurowanie wcześniaków, choć niestety nie na wszystkich oddziałach jest to możliwe. Często słyszy się popularne „nie noś, bo się przyzwyczai”, ale… nie można przyzwyczaić noworodka do noszenia! To tak jakbyśmy chcieli przyzwyczaić rybę do życia bez wody. Noszenie, bujanie i kołysanie, ciepło, ciasno, bicie serca – to właśnie to, o czym pamięta noworodek i nie bez powodu mówi się na noszenie w pierwszym okresie po porodzie „czwarty trymestr”.

Fot. Jakub Wańczyk

Fot. Jakub Wańczyk

A co zyskują na tym rodzice? Bo też coś zyskują, prawda? Nie tylko wolne ręce w czasie prac domowych.

Choćby zyskiwali tylko te wolne ręce, to już warto by było nosić ;) Rodzice dzieci „nieodkładalnych” kiwają teraz głową ze zrozumieniem. Prace domowe najlepiej jakby wykonywał partner, ale wiadomo, teoria sobie, a życie sobie. #uwolnijrece to hashtag partnerskiej akcji z Poznania, która trwa równolegle z #nicminiewisi, a w której pokazujemy właśnie prawidłowe noszenie podczas wykonywania prac domowych. Rodzice poprzez noszenie budują więź, ale także łatwiej im podróżować, bo prościej pokonać odcinek A–>B komunikacją miejską z chustą niż z wózkiem. A i ludzie się jakoś tak bardziej uśmiechają, miejsca ustępują… :)

Warto nosić – ale nosić prawidłowo. Jakie błędy najczęściej popełniają rodzice, którzy o noszeniu nie wiedzą wszystkiego, co powinni?

Noszą przodem do świata w nosidłach z wąskim panelem (w tzw. „wisiadłach”). Przy chustach błędy pojawiają się w momencie, gdy rezygnujemy ze spotkania z doradcą na rzecz filmiku w internecie. Z chusty też bardzo łatwo jest zrobić „wisiadełko”, pamiętajmy o tym.

To pytanie pojawia się często, ale też je zadamy – kiedy można bezpiecznie „przesadzić” dziecko z chusty w nosidło? Kiedy możemy zacząć nosić dziecko przodem do świata?

Dziecko przodem do świata możemy nosić od urodzenia. Ale na rękach, pamiętając o podwinięciu miednicy. W nosidle, w chuście – nigdy. A z chusty do nosidła przesiadamy się (albo i nie – bo przecież nie ma takiego wymogu) w momencie, gdy dzidziuś samodzielnie siada lub czworakuje.

A ta górna granica wiekowa, do której dzieci pozwalają nam się nosić? Do kiedy warto? Czy dwulatek da się jeszcze omotać chustą w czasie wycieczki?

Ostatnio nosiliśmy sześciolatkę… Więc nie, nie ma górnej granicy. Dziecko i rodzic muszą tego chcieć. A chusty poniosą duży ciężar – dorosły może nawet sobie z niej zrobić hamak w ogrodzie.

Fot. Emilia Gębska

Fot. Emilia Gębska

Impulsem do akcji „Nic mi nie wisi” było jedno zdjęcie, które zamieściłaś na instagramie. Opowiedz trochę o początkach.

Początki były mocno spontaniczne i zapoczątkowowane przez ciąg przypadkowych zdarzeń. Zdjęcie, które trafiło do sieci, było zrobione na pięć minut przed. W internetach czekała mnie niespodzianka, bo okazało się, że jest mnóstwo ludzi, którym zależy na promowaniu prawidłowego noszenia, tylko brakowało hasła, które ich wszystkich scali. Usłyszałam nie raz, że hashtag jest „brzydki”, że można „piękniej określić chustonoszenie” – zgadzam się. Ale tu nie chodziło o akcję #chustonoszeniejestpiekne, tylko o to, że nie jest mi obojętne, w jaki sposób noszę swoje dziecko, ani nie wiszą mi bezwładnie nogi tego dziecka w nieprawidłowym nosidle. Bo takie znaczenie ma #nicminiewisi.

Popularność akcji przerosła Twoje oczekiwania. To przejaw pozytywnego zjawiska – chcemy nosić! Stawiamy na bliskość. Czy, Twoim zdaniem, to coś więcej niż chwilowa moda?

To powrót do korzeni. Człowiek to typ noszeniaka, co znaczy, że jego potomstwo dojrzewa na ciele rodzica. Kiedyś nie było wózków i kobiety zawijały dzieci w chusty na plecach. Jest bardzo dużo zdjęć pokazujących historię noszenia w Polsce. Wózki to wynalazek XX wieku. To wtedy weszła moda na poród w szpitalu, oddzielenie matek od dzieci na oddziałach położniczych, „uczenie” niemowląt samodzielnego zasypiania i wreszcie wózek, w którym dziecko jest daleko od mamy i „ma być cicho”. Osobiście uważam, że to nie jest chwilowa moda, a nauka jaka płynie z lat minionych. Wyciągamy wnioski, widzimy korzyści z bycia bliżej i stawiamy na dobrą relację w rodzinie.

W jaki sposób pomagasz rodzicom, którzy chcą nosić prawidłowo?

Jeśli chodzi o akcję to dużo się dzieje w internecie za pośrednictwem maili, czy wiadomości facebookowych. Piszą rodzice szukający doradcy mieszkającego najbliżej i ja im w tym pomagam. Jeśli chodzi o Wrocław, to umawiam się na warsztaty indywidualne, a także organizuję pogadanki chustowe.

Ponoć hasło akcji wymyślił Twój mąż? On też nosi? Coraz częściej widuje się noszących tatusiów? Jak sobie radzą z chustami?

Noszą! I nawet jest na to odpowiedni hashtag #ttt (tata też tuli), który powstał na facebookowej grupie chustowej jakiś rok temu. Coraz więcej tatusiów nosi dzieci, bo to najprostszy sposób na wytworzenie więzi, zwłaszcza w okresie noworodkowym. Rodzice adopcyjni bardzo chwalą noszenie z tego samego powodu.

Fot. Jakub Wańczyk

Fot. Jakub Wańczyk

Wkrótce Twoja akcja będzie obchodzić pierwsze urodziny. Planujesz uczcić je w szczególny sposób. Zdradzisz nam trochę szczegółów?

To już rok… ale ten czas leci! Będą urodziny, jakże moglibyśmy tego nie uczcić? Szczegóły na razie się klarują, ale mam w głowie mnóstwo pomysłów i polecam zaglądać na naszego facebooka, bo niebawem coś się tam powinno pojawić.

Czy każdy, kto nosi – lub chce nosić, będzie mógł przyjść na urodziny „#nicminiewisi”?

Każdy, oczywiście. Zapraszam!

Dziękujemy i życzymy, żeby Twoja akcja zataczała coraz szersze kręgi.

Rozmawiała: Ula Hreniak

Fot. (ikona tekstu) Justyna Skulska

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

napisz pierwszy komentarz...